Jak podały media, nawet 20 lat więzienia grozi ginekologowi z Poznania, któryw 2024 r. podczas operacji 24-letniej pacjentki wyciął narządy rozrodcze bez posiadania jej świadomej zgody na zabieg. Postawiono mu zarzut ubezpłodnienia.
O sprawie jako pierwsza napisała Gazeta Wyborcza w artykule „Obudziła się bez macicy i jajników”. Lekarz po tym, jak wyciął jeden jajnik, rzekomo gołym okiem zobaczył zmiany nowotworowe także w innych miejscach. Nie czekając więc na to, co pokaże tzw. intra – czyli wynik badania histopatologicznego wykonywanego w trakcie operacji, wyciął pacjentce macicę z drugim jajnikiem, jajowody, sieć większą i ścianę otrzewnej zatoki Douglasa. W ten sposób ją ubezpłodnił i wywołał u 24-letniej kobiety menopauzę. Zainteresowanym bliżej tematem jaka odpowiedzialność karna grozi lekarzowi za ubezpłodnienie, polecam mój artykuł w Przeglądzie Prawa Medycznego: „Wykładnia pojęcia „zdolność płodzenia” w świetle art. 156 § 1 pkt 1 Kodeksu karnego.”
Zgoda na zabieg – nie na każdy zakres zabiegu
– Lekarz powinien poinformować, co się może wydarzyć i jakie będą konsekwencje. A pacjentka może się na rozszerzenie zabiegu zgodzić lub nie. To jej prawo i lekarz nie może jej tego odmówić, bo ostateczna decyzja nie należy do niego. – podał prof. Mariusz Bidziński w rozmowie z GW. Lekarz ma prawo zmienić zakres zabiegu bez zgody pacjenta tylko w sytuacji, gdy zaniechanie takiego działania mogłoby prowadzić do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub śmierci, np. gdy trzeba tamować masywny krwotok. Zagrożenie musi być jednak bezpośrednie – występować tu i teraz, w sali operacyjnej, a nie w przyszłości.
Zgoda na zabieg w praktyce
Zgoda na zabieg jest jednym z kluczowych etapów leczenia. Do świadomego uczestnictwa pacjenta w tym procesie należy zatem podchodzić ze szczególną uwagą. To teoria, z którą każdy się zgadza. W praktyce, jak to w życiu, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
To, na co pacjent wyraża zgodę, jest ważne przede wszystkim dla pacjenta – wiadomo. Dla lekarza, uzyskanie zgody pacjenta na zabieg jest na ogół uciążliwym, biurokratycznym obowiązkiem, który najchętniej zredukowałby do minimum. Tak, pojawiają się nawet takie pomysły.
Spójrzmy zatem na problem nieco inaczej, bo oczami dyrektorów szpitali.
Brak skutecznej zgody na zabieg – odpowiedzialnośc szpitala
W kuluarach konferencji, na której ostatnio wygłaszałam wykład na temat odpowiedzialności podmiotów leczniczych i ubezpieczycieli za błędy lekarskie, porozmawialiśmy sobie miedzy innymi o realiach. Dyrektorzy bezpośrednio nie leczą pacjentów, więc właściwie mogłoby być im wszystko jedno, jak wygląda rozmowa lekarza z „kandydatem” do operacji. Im jednak bardzo zależy, żeby zgoda pacjenta na leczenie była świadoma i żeby doktorzy potrafili się z chorymi porozumieć. Dlaczego? Ponieważ w razie braku wymaganych informacji przed operacją, a następnie powikłań po jej przeprowadzeniu, szpital może popaść w poważne kłopoty…
Skuteczna zgoda na zabieg to nie jakakolwiek zgoda
Właściwie wszystko na temat zgody na zabieg mówi wyrok wydany w prowadzonej i zakończonej przed laty przez moją kancelarię sprawie:
„Jeżeli pacjentka nie została poinformowana o możliwości wystąpienia poważnych komplikacji zdrowotnych wskutek podania kontrastu w postaci roztworu błękitu metylowego, to nie można mówić o skutecznej zgodzie na zabieg, a tym samym o przejęciu przez nią ryzyka, jakie było z nim związane.
W braku „poinformowanej” zgody pacjentki powstanie szkody wskutek wykonania zabiegu, także prawidłowego z punktu widzenia medycznego, uzasadnia odpowiedzialność lekarza (szpitala).”
Ten wyrok – Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 11 marca 2008 r. I ACa 846/07 – wyznacza praktyczne i prawne granice odpowiedzialności szpitala i jest uznawany za jeden z ważniejszych w ramach tzw. dorobku orzecznictwa.
Co z niego wynika? Nawet, gdy zabieg (operacja) jest wykonany poprawnie, zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, a wystąpią powikłania, to jeśli pacjent ma prawo do odszkodowania. Kiedy? Gdy nie został odpowiednio poinformowany przed operacją o ryzyku wystąpienia tego konkretnego powikłania, którego stał się ofiarą. Może wówczas wystąpić o rekompensatę, czyli zadośćuczynienie, zapłatę odszkodowania i renty.
Gdyby jednak całe zagadnienie było tak proste, jak cytowana teza wyroku, to proces w tej sprawie nie trwałby 15 lat… A trwał – ja byłam pełnomocnikiem „tylko” przez ostatnie 6 lat. Stało się to po tym, jak poprzedni pełnomocnik oświadczył klientce, że jego możliwości się wyczerpały.
Zgoda na zabieg, czyli treść rozmowy lekarza z pacjentem
To, na co się chory rzeczywiście zgodził i jaką wcześniej informację otrzymał, jest w procesie najczęściej osią sporu. Czyli my – pacjent i jego pełnomocnik – próbujemy udowodnić, że lekarz nie omówił rzetelnie z pacjentem tego, jakie są dostępne metody lecznicze i nie poinformował, jakie ryzyka wiążą się z każdą z nich. W szczególności z metodą wybraną (najczęściej arbitralnie przez lekarza) w tym konkretnym przypadku.
Szpital i jego pełnomocnik twierdzą na ogół przeciwnie. Jeślu mamy do czynienia z tzw. zgodą blankietową, to sytuacja się komplikuje. Jest to na ogół mniej lub bardziej ogólny formularz. Zwykle brzmi podobnie: „wyrażam zgodę na proponowane leczenie w postaci zabiegu operacyjnego (…)”. I jeszcze: „oświadczam, że zostałem poinformowany o jego ryzykach oraz że miałem możliwość nieskrępowanego zadawania pytań”. Niestety to, jaka była dokładnie treść informacji i na co konkretnie pacjent wyraził zgodę, sąd może ustalić opierając się na zeznaniach świadków.
Zgoda blankietowa „uzupełniona” pamięcią lekarza
Zaczyna się wówczas zabawa w przypominanie sobie rozmowy pacjent – lekarz sprzed – na ogół – kilku lat. To, że detaliczna pamięć członków personelu medycznego na temat 10-minutowej rozmowy z jednym z setek, jeśli nie tysięcy pacjentów, musi być fikcją, nikomu nie przeszkadza…
Kluczowe bywa ustalenie, o czym właściwie lekarz miał obowiązek poinformować pacjenta. Czy o wszystkich powikłaniach? Niewykonalne. Wystarczy na ogół o najczęstszych lub najbardziej poważnych.
Zakres przekazywanej wiedzy należy zindywidualizować, to znaczy dopasować do chorego. Do tego, co chce usłyszeć, do możliwości zrozumienia przez niego określonych, czasem trudnych, informacji. Podobnie z ryzykiem: często jest diametralnie różne dla dwóch różnych pacjentów, w zależności na przykład od stanu zaawansowania choroby czy chorób współistniejących.
I tak dalej, i tak dalej. Tym postem nie wyczerpię tematu, ale o zgodzie będę jeszcze duuużo pisać, bo jak wspomniałam na początku, to bardzo ważny temat, także z punktu widzenia możliwości uzyskania odszkodowania za błąd medyczny.
Zgoda na zabieg – o czym pacjent powinien pamiętać
Będąc pacjentem przed zabiegiem diagnostycznym lub operacyjnym albo przed podjęciem leczenia metodą stwarzającą podwyższone ryzyko:
- przeczytaj uważnie formularz „pisemnej zgody”, który otrzymujesz do podpisania;
- jeśli masz wątpliwości lub pytania, nie bój się ich zadać;
- gdy lekarz oczekuje od ciebie podpisania formularza „in blanco” – bez wypełnionej rubryki, gdzie ma być wpisany rodzaj operacji, bez daty lub bez nazwiska lekarza, który z tobą rozmawia, poproś o wcześniejsze wypełnienie tych pól;
- jeśli te rubryki są wypełnione, ale zostają jeszcze wolne miejsca obok – zakreśl je: często po zabiegach, szczególnie powikłanych, w takich miejscach pojawiają się dodatkowe informacje, których wcześniej tam nie było…;
- w sytuacji, gdy masz trudności z przeczytaniem formularza lub złożeniem podpisu, bo na przykład jesteś już po premedykacji, w drodze na salę operacyjną, przekaż lekarzowi albo osobie bliskiej, że nie jesteś w stanie się podpisać;
- i najważniejsze: dopisuj przy swoim podpisie datę i godzinę – czasem minuty mają znaczenie.
Szczególnie w sprawie o błąd medyczny…
Więcej o zgodzie na zabieg i przykładach różnych sytuacji przeczytasz w moich artykułach:
Czy zgoda na zabieg wyklucza odszkodowanie za błąd lekarski?
Oparzenie pacjenta podczas operacji – tu o tym, że nie można dążyć w treści formularzy do aburdalnego założenia, że pacjent ma się zgodzić „na wszystko”.






















